4:1
Rozbita Drama!
Drużyna Przemszy ostatni raz na murawie – nie licząc walkoweru ze Zniczem – ligowe punkty przed własną publicznością zdobyła 25 października poprzedniego roku. Teraz jednak apetyty Siewierzan, a zwłaszcza obraz drużyny jest zgoła odmienny. W sobotnim meczu, na murawę wyszedł zupełnie inny skład, a jedynym zawodnikiem mającym w swoim CV występy w biało-czerwono-zielonych barwach był kapitan Damian Adamiecki. Mniejsze zmiany kadrowe przeżyła drużyna z obiektu w Ptakowicach, ale na razie jej pozycja w tabeli odstaje od tego do czego przyzwyczaiła kibiców, na przestrzeni ostatnich lat, będąc zawsze w ścisłej czołówce. Dlatego cel był jasny – dla trenera Pasieki pierwsze ligowe zwycięstwo przed własną publicznością, a dla trenera Dwojaka – pierwszy komplet punktów.
Pierwsze 45 minut zdecydowanie należało do gospodarzy. Już podczas początkowych 360 sekund, piłka dwukrotnie wylądowała na poprzeczce bramki Skowronka. Najpierw, po przecięciu futbolówki przez zawodnika Dramy, który o mało co nie zaliczyłby samobója, a następnie podaniu wspomnianego Adamieckiego do Siwka, który również ostemplował poprzeczkę. Tuż przed kwadransem, zagotowało się na trybunach, ponieważ kibice twierdzili, że bramkarz Zbrosławic interweniując poza polem karnym przyjmował piłkę, najpierw kolanem, a następnie ręką. Nie było natomiast wątpliwości dla nich w 19 minucie, kiedy były zawodnik Dramy Jakub Siwek, po idealnym podaniu Asy za plecy obrońcy, spod prawej linii końcowej, wyłożył idealnie piłkę Mateuszowi Piątkowskiemu, a ten delikatnym „rogalem” otworzył wynik. W 23 minucie zdawało się, że Adamiecki zmieni poprzednią asystę drugiego stopnia na niższy stopień, ale zdecydował się zaskoczyć bramkarza, a ten dwoma rękami sparował uderzenie na róg. Zaraz po tym, goście po raz pierwszy rozgrzali Paliwodę, który musiał ratować zespół ofiarną interwencją klatką piersiową. Jeszcze przed przerwą, publika i zawodnicy Przemszy ponownie domagali się wapna za rzekomy faul na Siwku.
Trener Adrian Pasieka, jeszcze przy stanie 1-0 podpowiadał swoim zawodnikom, żeby zdobyć druga bramkę i uspokoić mecz, ale może brak podwyższenia sprawił, że jego zespół, pierwsze dwadzieścia pięć minut drugiej połowy nie zaliczył do udanych. Natomiast szatniowa reprymenda trenera Dwojaka zdecydowanie orzeźwiła jego podopiecznych, po nieudanych 45 minutach. Najpierw wielbłąd defensora, który posłał wysoką świecę w swoim polu karnym spowodował, że piłka trafiła do zawodnika Dramy, a ten nieznacznie się pomylił, kierując piłkę po zewnętrznej stronie słupka. Sześć minut później remis mógł dać Skrzyniarz, ale skopiował wykończenie kolegi. Po godzinie gry zaskoczyć Paliwodę zza pola karnego próbował Liszka, ale górą był wspomniany golkiper. Kolejne błędy, zwłaszcza w środkowej części pola boiska musiały przynieść swój efekt. W 72 minucie, po stałym fragmencie gry, piłka wysoką wrzutką trafiła w pole karne, a tam najprzytomniej zachował się Żak, który skierował ją do siatki w nieco niecodzienny sposób, ale jak najbardziej prawidłowy. To obudziło gospodarzy, ponieważ daleko wybita piłka przez Paliwodę została przedłużona główką do wbiegającego w pole karne Piątkowskiego, a ten ewidentnie był przewracany w szesnastce. Do piłki na 11 metrze podszedł etatowy wykonawca karnych Adrian Błaszkiewicz i choć bramkarz wyczuł jego intencje, to uderzenie było zbyt silne by je wyłapać. Chwilę później, świetnie dla swojej drużyny zachował się Paliwoda, pokazując, jak dużym jest wzmocnieniem i tylko w sobie wiadomy sposób uratował ją po błędzie defensora, który chciał podkręconym strzałem wykończyć Paskal Pieczyński. Niewątpliwie ta interwencja dała kolejny impuls, a jak wiemy odpowiedni bodziec równa się reakcja. I tak, w 77 minucie akcja lewą stroną skończyła się idealnym wyłożeniem piłki ponownie Mateuszowi Piątkowskiemu, który nie zwykł marnować takich sytuacji i dał prowadzenie na 3-1 kierując ją z linii szesnastki obok wewnętrznej części słupka. Jakby było tego mało, pięć minut później, grę w swoim polu karnym wznowił Paliwoda, a lot piłki tak zaskoczył defensorów Dramy, że po koźle piłka spadła za ich plecy, gdzie wprowadzony Szromek przedłużył sobie ją głową przed siebie i pięknym lobem ustalił wynik.
Piątkowski 19, 77, Błaszkiewicz 73-k., Szromek 82 – Żak 71
Zapraszamy do fotorelacji
źródło: własne, Sebastian Dziedzic
foto: lokalnapilka.pl
NA TOPIE:







