3:4 
Prowadząc do przerwy trzema bramkami, można poczuć się pewnie, ale piłka to cały czas gra niespodzianek i co rusz nas zaskakuje…
Przed spotkaniem, oba zespoły bezpośrednio sąsiadowały ze sobą w tabeli, mając taki sam dorobek punktowy. Już w 3. minucie, Dubasa chciał rozgrzać Basiński, ale jego strzał nie zaskoczył bramkarza. Za to niecałą minutę później, z drugiej strony murawy, szybka wymiana podań przy narożniku pola karnego skończyła się przytomnym i efektownym wejściem Brysia w pola karne, który posłał piłkę ku dalszemu słupkowi nie dając szans bramkarzowi. Kiedy zegar wskazywał pierwszy kwadrans, Porajanie mieli szansę na wyrównanie, ale bramkarz parował piłkę na róg. Dwie minuty później, w grze defensywnej gospodarzy przydarzył się nie błąd, a wielbłąd przez co Brian Oleksik właściwie mógł wejść do bramki z piłką i tak też zrobił. Niekorzystny wynik nie zniechęcił zawodników trenera Warty, ale najpierw Lenartowski, a następnie Górecki nie znaleźli drogi do bramki kontaktowej. Za to goście grając defensywnie, ale korzystając z ofensywnie usposobionych bocznych pomocników zdobyli gola nr 3. Po asyście z prawej strony, niezwykle aktywny w spotkaniu Frania, znalazł się przed Misiewiczem i huknął z takim impetem, że piłka przeleciała nawet przez siatkę dezorientując część trybun. Nie zmienia to faktu, że gol był prawidłowy. W 27 i 28. minucie, temperatura na murawie znacznie się podgrzała, najpierw, po nie uznaniu bramki dla Warty, a następnie po rzucie wolnym, gdzie zawodnik Boronowa był blisko wznawiającego grę, przez co ten go nabił piłką, ale gra nie została wstrzymana, tylko kontynuowana, jednak sprawę rozwiązał Misiewicz. Przed przerwą, okazje do zmiany wyników miał najpierw Basiński, po wykończeniu dośrodkowania Szecówki głową, następnie Kłosek, któremu piłkę z nogi zdjął bramkarz i już w doliczonym czasie Rafał Czerwiński, który miał niezwykle dużo miejsca na 17 metrze, ale strzelił równie mocno, co niecelnie.
W przerwie trener gości podkreślał, że to nie koniec spotkania i o te punkty jeszcze trzeba zawalczyć. W ten przekaz wsłuchał się najpierw akurat napastnik, ale Warty, kiedy wykończył w polu karnym asystę Skoczyńskiego dając kontakt. Goście z Boronowa jednak grali swoje i tak, ponownie Frania stanął przed szansą, jednak zbyt mocno wypuścił sobie futbolówkę, która ostatecznie została zblokowana klatką bramkarza. Co się odwlecze… Już chwilę później, kolejne uruchomienie skrzydeł, tym razem z prawej strony przyniosło wymierny efekt, piłka trafiła w lewą część szóstki, a tam Frania mógł zrobić wszystko, więc zrobił to, co widać, że umie, czyli posłał futbolówkę obok rąk będącego bez szans Misiewicza. Przy tak wysokim wyniku podopieczni trenera Psonki nie mieli nic do stracenia i zaczęli mocno „nękać” środowego rywala. Najpierw „Kaka” wyłożył idealnie piłkę koledze z zespołu, ale piłka po uderzeniu wylądowała w rękawicach golkipera, następnie wprowadzony Popiołek próbował zaskoczyć Dubasa, ale ten popisał się paradą, a po chwili parował na róg groźne uderzenie Basińskiego. W 77. minucie, w swoim polu karnym, piłkę ręką zagrał zawodnik Jedności i pomimo protestów kibiców gości, sędzia nie miał wątpliwości, a wynik na 2:4 z wapna zmienił Basiński. Na huraganowe ataki gospodarzy, podopieczni trenera Gadeckiego odpowiedzieli raz, kiedy tym razem asystę mógł zaliczyć Frania, ale uderzenie Kucharczyka instynktownie zatrzymał nogą Misiewicz. Po tej akcji, oblężenie bramki Jedności trwało, ale idealnie obsłużony przez drugiego z bliźniaków Antoniego Popiołka Czerwiński nawinął obrońcę, jednak już przy wykończeniu brakło precyzji. Za to nie brakło jej w 87. minucie, kiedy dośrodkowanie z prawej strony Czerwińskiego główką wykończył Lenartowski. Zmiana wyniku z 0:3 na 3:4 zapowiadała walkę do ostatniej sekundy i okazało się, że nie tylko do ostatniej sekundy, ale i do pierwszej krwi. W doliczonym czasie gry, poza narożnikiem pola karnego, nikt nie planował odstawić głowy w przejęciu futbolówki i skończyło się na groźnie wyglądających kontuzjach dwóch zawodników, którzy po udzieleniu pomocy musieli zejść z boiska i czekać na przyjazd karetki. Z uwagi na nie tylko tą przerwę, mecz został znacznie przedłużony i w ostatniej akcji mógł paść remis, kiedy Marcin Czerwiński, po raz kolejny dośrodkowywał w pole karne, a tam centymetrów brakło Lenartowskiemu, by zmienić jej tor lotu i na nieszczęście dla gospodarzy ta przeleciała obok słupka, ale zewnętrznej strony.
Niewątpliwie była to piękna reklama futbolu i dramatyzmu w wielu aspektach do końca, jednak na pewno obu szkoleniowców będą martwić kolejne kontuzje…
Bryś 4, Oleksik 19, Frania 25, 54 – Basiński 48, 77-k., Lenartowski 87
WP: Misiewicz – Szecówka (57. Popiołek F.), Lisowski, Kowalczyk, Jabłko – Skoczyński (70. Popiołek A.), Lenartowski, Czerwiński R., Górecki (55. Psonka)- Czerwiński M. – Basiński
LKS: Dubas (88. Sier) – Hewig, Bralich, Ślęzok K., Gembała – Oleksik, Bąk (70. Kucharczyk), Cuglewski, Bryś (46. Ślęzok Sz., 85. Gadecki), Frania (90+4. Kulik) – Kłosek
Zapraszamy do fotorelacji
NA TOPIE:







